Kto zapłacił za książkę Prezesa Kalkensteina ?

Posted: 20 Maj 2013 in Uncategorized
Tags: , , , , , , , , ,

Jarosław Kaczyński zarobił na książce „Polska naszych marzeń” 160 tys. złotych.

W tym samym roku PiS przelało na konto jego wydawcy 186 tysięcy – ustalił „Newsweek”. Książka trafiła do księgarń podczas kampanii parlamentarnej w 2011 roku. Miała nie tylko dobrze się sprzedać, ale też dać Prawu i Sprawiedliwości wyborcze zwycięstwo – reklamujące ją billboardy z twarzą prezesa, w ciągu paru dni zalały cały kraj. PiS ostatecznie przegrało, ale zarobek na książce okazał się przyzwoity: Kaczyński w swoim najnowszym oświadczeniu majątkowym podał, że dzięki „Polsce naszych marzeń” wzbogacił się o ok. 160 tys. złotych.

 kalkstein4

W całej sprawie jest jednak coś dziwnego. „Newsweek” odkrył, że w styczniu 2012 roku PiS przelało ze swojego konta wydawcy „Polski naszych marzeń” 186 tys. złotych, czyli sumę zadziwiająco zbliżoną do tej, którą dostał prezes. Książkę wydała Drukarnia Akapit, mało znana firma z Lublina, która, jak sama nazwa wskazuje, na co dzień zajmuje się głównie poligrafią a nie książkami.

 

Akapit to spółka nieprzypadkowa – jej właściciel jest znajomym senatora PiS Grzegorza Czeleja, który prowadzi w Lublinie prężne wydawnictwo. Część pozycji Czeleja jest nawet drukowana w Akapicie. Czelej to z kolei dobry kolega Adama Hofmana, rzecznika PiS i jednego z najbliższych współpracowników Kaczyńskiego. W PiS mówią, że panowie grywają razem w tenisa, ale Czelej to precyzuje.

 

– Adam jest bardziej moim kumplem niż tenisowym partnerem – mówi. Znajomość chyba rzeczywiście jest zażyła, bo Hofman, choć w 2011 r. startował do Sejmu z Piły, to druk ulotek zlecił aż w Lublinie, w jednej z firm założonych przez Czeleja. To, za co PiS płacił Akapitowi, jest zagadką. Dzwonimy do prezesa Akapitu Grzegorza Kielocha. Jeg numer dostaliśmy od Czeleja.

– Za co PiS przelało drukarni 186 tys. złotych? – pytamy.
– Wie pan, że nie pamiętam. Złapał mnie pan w trasie. Jadę samochodzikiem, piękna pogoda… No,
nie pamiętam.
– Może po prostu partia wykupiła część nakładu książki swojego prezesa?
– Nie, tak nie było.
– To może zapłacono panu za druk jakichś innych materiałów?
– Drukujemy czasem coś dla PiS, ale nie pamiętam, czy ten przelew był za to.
– A pamięta pan chociaż, ile tej książki się sprzedało? Słyszeliśmy, że 35 tysięcy egzemplarzy.

– To akurat śledzę na bieżąco. Mniej więcej 35
tysięcy. No, może trochę mniej, bo mieliśmy zwroty. Sprawę przelewu próbowaliśmy też zweryfikować w samym PiS. Bezskutecznie. Stanisław Kostrzewski, który musiał ciężko przeżyć naszą zeszłoroczną publikację opisującą spółki i fundacje działające na zapleczu partii, nie odpowiedział na nasze pytania. Kiedy do nie zadzwoniliśmy, bardzo się zdenerwował: – Panie K, nie mam z panem przyjemnych wspomnień, poza tym jestem bardzo zajęty. Proszę przysłać pytania na piśmie. Wysłaliśmy, ale niestety bez odzewu

Możliwość komentowania jest wyłączona.